Wczorajszy dzien minal wyjatkowo sprawnie. W ciagu dnia udalo nam sie kilka ciekawych swiatyn w New Delhi (muzulmanski meczek Jama Masjid, swiatynie Zen, bahaistyczna Lotos Temple, swiatynie Hare Krishna ISCONu, najstarszy meczek w Indiach (z 12 wieku) oraz Qtab minar). W dodatku udalo sie w McDonalds'ie spotkac znajomego z Leh, wypic przemycane piwko pozegnalne (odlatywal wczoraj do Monachium) z kubka po Coca-coli w restauracji i dojechac do Vrindawan, co zajelo nam 5 godzin. Mile bylo to, ze spotkalismy sie przypadkowo, nie wiedzac, ze Clemens juz jest w New Delhi, wiec tym bardziej mozna powiedziec "swiat jest maly".
Nie wspominam o tym, ze znajoma Polka z jaka sie przedwczoraj spotkalismy studiuje razem z inna znajomoa z Gorzowa w Lublinie:)
My siedzimy w Guest Housie (sterylnie czysty! Pierwszy taki w Indiach, ale tez cena konkretna- prawie 8PLN za osobe) przy glownej swiatyni Krishnowcow. Co ciekawe, wszyacy tytaj kojaza Przystanek Woodstock (przyjezdza tam sporo Krishnowcow, jak sie dowiedzialem, nawet z Chile).
piątek, 19 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Jacuś jak tylko w tej czasami niezmiernie dzikiej Ameryce mam dostęp do internetu to czytam z zapałem te Twoje indyjskie przygody!!!:) Ślędze nawet mapę...
Powodzenia Wam życzę i z nieciepliwością czekam na następne wieści!Pozdrawiam dziś z wietrznego San Francisco.
O rany rany dzieki Asiu! Mam nadzieje ze Twoja podroz rowniez ma sie dobrze (lodowce bylo slychac?) Daj znac jak tam u Ciebie i kiedy startujesz do Meksyku.
Prześlij komentarz