wtorek, 30 września 2008
Udaipur
W fantastycznym autobusie, udalo nam sie przetrwac podroz i dotarlismy do Udaipuru. Miasto dosc ladne, ale duzo bialych turystow i od razu masa naganiaczy, kretaczy jak zawsze;) Lece na kurczaka pieczonego, bo musze odreagowac niedostatki miesne!
poniedziałek, 29 września 2008
Wracajac do Safari i odbytej podrozy
Ostatnio coraz czesciej wracam do wspomnien z wyjazdu, bo nagromadzila sie ich taka ilosc, ze staram sie chociaz polowy nie zapomniec. Udalo mi sie zrobic galerie zdjec na www.traveler01.yoyo.pl. Pod zakladka Indie - Centrum w lewej, dolnej czesci strony, niechybnie uzyskacie dostep do kompromitujacych i szargajacych moja opinie materialow. Ze wzgledu na intymny i dyskretny charakter zdjec (zwlaszcza sesji zdjeciowej z John'ym Walkerem i Usa - wybaczcie, nie moglem sie powstrzymac), moja najblizsza przyszlosc jako osoby wyksztalconej (ponoc mam zostac magistrem po powrocie!), jest w pelni nieuzasadniona i niespawiedliwa;).
P.S. w ramach sprosowania:
-zdjecia obejmuja Agre + Rajasthan. Poniewaz nasza podroz zostala troszke zmodyfikowana, ostatnia czesc, zatytuowana Rajasthan + Mumbai zostanie zmieniona i uzupelniona prawdopodobnie po powrocie do Polski, ktory nastapi juz wkrotce.
Pozdrawiam!
P.S. w ramach sprosowania:
-zdjecia obejmuja Agre + Rajasthan. Poniewaz nasza podroz zostala troszke zmodyfikowana, ostatnia czesc, zatytuowana Rajasthan + Mumbai zostanie zmieniona i uzupelniona prawdopodobnie po powrocie do Polski, ktory nastapi juz wkrotce.
Pozdrawiam!
Mount Abu
Dotarlismy Do Mt.Abu. To taki typowy kurort wypoczynkowy dla Indiancow z Gujaratu (regionu na poludnie od Rajasthanu. Prawie w ogole nie ma bialyh, mniej natretow, za to wiecej palm i malp, wiec sobie odpoczywamy.
Miasto male i dosc malownicze, polozone na 1200 m.n.p.m., z duzym jeziorem, na ktorym mozna w lodce poplywac, atmosfera pomiedzy Boszkowem (dla niewtajemniczonych-jezioro w okolicach Leszna), a Miedzyzdrojami;). chcemy odpoczac po safari, bo naprawde Rocket, Usa i John'y Walker (nasze wielblady) daly nam popalic, a wlasciwie naszym czterem literom! Dlatego odpoczywamy i jutro jedziemy do Udaipuru na 1 dzien a stamtad juz na poludnie do Aurengabadu, co nam moze zajac okolo 30-40 godzin (z przesiadkami jakies 1300km).

Co warto zaznaczyc, ze wzgledu na to, ze dosc spore odleglosci pokonujemy (lacznie wyprawa obejmuje ok. 27 000 km, w tym ponad 7000 km ladem), pociagi Indyjskie sa naprawde klasa sama w sobie. Dosc podobne do "plackartnyj'a" ukrainskiego, ale derma, z ktorej sklada sie lozko jakas wygodniejsza;) Poza tym pojechalismy raz 3 klasa pociagu i peeelna kultura! Klimatyzacja, posciel i mila atmosfera. W ogole pociagi sa bardzo bezpieczne i lubimy nimi podrozowac, zwlaszcza w nocy (oszczedzamy czas i pieniadze na nolegu). Wszyscy przykuwaja swoje rzeczy do lozek i ida spokojnie spac, konduktor kontroluje atmosfere, a "cinkciarze" i ludzie z zewnatrz bez biletu nie maja wiekszych szans sie gdzies podziac, bo miejscowki sa zawsze pelne i nawet jakby komus sie udalo wsiasc do wagonu, to i tak musi stac w korytarzu, wiec od razu ktos go zgarnia;)
Generalnie podroz przyjemna i mysle, ze nawet bardziej komfortowa niz polskie kuszedki, ale to juz zalezy od punktu widzenia...
Jesli chodzi o zdjecia:
Co warto zaznaczyc, ze wzgledu na to, ze dosc spore odleglosci pokonujemy (lacznie wyprawa obejmuje ok. 27 000 km, w tym ponad 7000 km ladem), pociagi Indyjskie sa naprawde klasa sama w sobie. Dosc podobne do "plackartnyj'a" ukrainskiego, ale derma, z ktorej sklada sie lozko jakas wygodniejsza;) Poza tym pojechalismy raz 3 klasa pociagu i peeelna kultura! Klimatyzacja, posciel i mila atmosfera. W ogole pociagi sa bardzo bezpieczne i lubimy nimi podrozowac, zwlaszcza w nocy (oszczedzamy czas i pieniadze na nolegu). Wszyscy przykuwaja swoje rzeczy do lozek i ida spokojnie spac, konduktor kontroluje atmosfere, a "cinkciarze" i ludzie z zewnatrz bez biletu nie maja wiekszych szans sie gdzies podziac, bo miejscowki sa zawsze pelne i nawet jakby komus sie udalo wsiasc do wagonu, to i tak musi stac w korytarzu, wiec od razu ktos go zgarnia;)
Jesli chodzi o zdjecia:
Na gorze od lewej: sesja z dziecmi z osady na pustyni.
Po prawej:Nadejscie nocy na wydmach.
Po lewej na dole: sesja zdjeciowa z Usa.
wtorek, 23 września 2008
Jodhpur - Jaisalmer
Dzis kolejny intensywny dzien. Zwiedzilismy najwazniejsze atrakcje miasta (wygral dosc zdecydowanie fort, ktory jest w pieknym, typowo rajastanskim stylu). Udalo nam sie .. (ooo...wlasnie krowa przed kafejka przeszla;)... udalo nam sie pojezdzic caly dzien riksza za 5PLN/os. Ponadto jutro wieczorem ruszamy do Jaisalmeru, zwanego zlotym miastem (ze wzgledu na duzy piaskowy fort i klimat pustynny). Planujemy tam zostac 4 dni, z czego dwa dni na safari.
Pogoda pokazuje, ze jak nasz znajomy wspominal, dziennie pije sie tam 6-8 litrow wody. Patrzac po Jodhpurze, gdzie w poludnie temperatura jest dosc okrutna, pewnie to racja. Jednakze jestesmy przygotowani, zwarci, gotowi, wyspani najedzeni i pelni energii:) Damy znac w najblizszym czasie, aczkolwiek nie wiadomo jak bedzie z internetem na pustyni;) Nie chce zapeszac, ale swiatlowodow chyba nie kladli.
Zdjecia: 1) nasza restauracja na pietrze w hotelu.2) widok z naszego stolika, gdzie przesiadujemy.
poniedziałek, 22 września 2008
Agra-Jodhpur

I udalo sie. Po dosc ambitnych dniach i podrozach dotarlismy do Jodhpuru. Wczesniej zwiedzilismy "na szybko" Agre. Jesli chodzi o szybkie konkluzje to, potwierdzamy! Taj Mahal istnieje i ma sie dobrze;) I naprawde robi wrazenie. Z reszta jest niewiele naprawde "odpicowanych" miejsc w tym kraju, ale Taj nalezy do nich z cala pewnoscia (jego okolice juz niekoniecznie). Piekne miejsce. Po 13h jazdy pociagiem dotarlismy na granice pustyni Thar, gdzie udajemy sie do Jaisalmeru z 2 dni. Pogoda zrobila sie duzo lzejsza od 2-3 dni. Jest przyjemny chlodny wiatr i temperatury znosne (ok. 30 stopni). Lecimy zrobic pranie i udajemy sie na maly odpoczynek.
piątek, 19 września 2008
Vrindawan
Wczorajszy dzien minal wyjatkowo sprawnie. W ciagu dnia udalo nam sie kilka ciekawych swiatyn w New Delhi (muzulmanski meczek Jama Masjid, swiatynie Zen, bahaistyczna Lotos Temple, swiatynie Hare Krishna ISCONu, najstarszy meczek w Indiach (z 12 wieku) oraz Qtab minar). W dodatku udalo sie w McDonalds'ie spotkac znajomego z Leh, wypic przemycane piwko pozegnalne (odlatywal wczoraj do Monachium) z kubka po Coca-coli w restauracji i dojechac do Vrindawan, co zajelo nam 5 godzin. Mile bylo to, ze spotkalismy sie przypadkowo, nie wiedzac, ze Clemens juz jest w New Delhi, wiec tym bardziej mozna powiedziec "swiat jest maly".
Nie wspominam o tym, ze znajoma Polka z jaka sie przedwczoraj spotkalismy studiuje razem z inna znajomoa z Gorzowa w Lublinie:)
My siedzimy w Guest Housie (sterylnie czysty! Pierwszy taki w Indiach, ale tez cena konkretna- prawie 8PLN za osobe) przy glownej swiatyni Krishnowcow. Co ciekawe, wszyacy tytaj kojaza Przystanek Woodstock (przyjezdza tam sporo Krishnowcow, jak sie dowiedzialem, nawet z Chile).
Nie wspominam o tym, ze znajoma Polka z jaka sie przedwczoraj spotkalismy studiuje razem z inna znajomoa z Gorzowa w Lublinie:)
My siedzimy w Guest Housie (sterylnie czysty! Pierwszy taki w Indiach, ale tez cena konkretna- prawie 8PLN za osobe) przy glownej swiatyni Krishnowcow. Co ciekawe, wszyacy tytaj kojaza Przystanek Woodstock (przyjezdza tam sporo Krishnowcow, jak sie dowiedzialem, nawet z Chile).
środa, 17 września 2008
New Delhi
Z przygodami i pozytywnym nastawieniem dotarlismy do New Delhi. Udalo nam sie kupic bilety kolejowe lacznie juz do Jaisalmeru, wiec jestesmy naprawde zadowoleni. Oczywiscie probowano nas oszukac wiele razy (ceny biletow dziwnie lawirowaly od 1600 do 250 rupii za jeden bilet), ale nie dalismy sie:) I tak np. za 600 km trase, niezla klasa udalo sie zaplacic 11 PLN. (dla porownania innych naszych cen w New Delhi: nocleg 3,8 PLN za osobe, obiad dwudaniowy z deserem 3,8 PLN, riksze i transport 3 PLN, papier toaletowy 1,5 PLN(!). Dzienne koszty calkowite (z biletami kolejowymi, wyzywieniem i pamiatkami) oscyluja wokolo 30PLN.
Jutro startujemy wczesnie rano zobaczyc zalegle swiatyynie, a wieczorem ruszamy do Vrindawan, bo New Delhi nie nalezy do przyjemnych miast. Co prawda mieszkamy daleko od slumsow, ale z pociagu je swietnie widac i naprawde wolimy sobie podobnych widokow oszcedzic (pierwszy ra w zyciu zobaczylem "domy" budowane z workow na smieci-jednak sie da...). Z reszta i tak sie tego nie da opisac, kto widzial, ten wie.
Dzis znowu udalo sie umowic z podroznikami z travelbit.pl. Tyum razem z dwoma Polkami, ktore daly nam znac, nt. taniego noclegu. Prawdopodobnie spotkamy sie jeszcze z nimi w Mumbaiu. Ponadto wczesniej spotkalismy Slawka, ktory jechal do Pakistanu.
No nic, lecimy odpoczac i rano zwiedzamy na nowo.
Jutro startujemy wczesnie rano zobaczyc zalegle swiatyynie, a wieczorem ruszamy do Vrindawan, bo New Delhi nie nalezy do przyjemnych miast. Co prawda mieszkamy daleko od slumsow, ale z pociagu je swietnie widac i naprawde wolimy sobie podobnych widokow oszcedzic (pierwszy ra w zyciu zobaczylem "domy" budowane z workow na smieci-jednak sie da...). Z reszta i tak sie tego nie da opisac, kto widzial, ten wie.
Dzis znowu udalo sie umowic z podroznikami z travelbit.pl. Tyum razem z dwoma Polkami, ktore daly nam znac, nt. taniego noclegu. Prawdopodobnie spotkamy sie jeszcze z nimi w Mumbaiu. Ponadto wczesniej spotkalismy Slawka, ktory jechal do Pakistanu.
No nic, lecimy odpoczac i rano zwiedzamy na nowo.
wtorek, 16 września 2008
Attari - Amritsar

Dzisiaj byl bardzo konkretny, kostruktywny dzien. Z rana udalo nam sie odwiedzic dwie swiatynie hinduskie. Jedna z nich naprawde zrobila duze wrazenie. Mata Temple jest swiatynia wielu bostw. Przy wiekszosci stali lub siedzieli ludzie "obslugujacy" wiernych. Od jednego dostalismy po wiencu z gozdzikow, kropke na czolo i kokosa do jedzenia:) Dowiedzialem sie, ze to podobno dar od Krishny dla nas. Poza tym w swiatni bylo wiele innych bostw, od Vishnu po Ganeshe i kilka, ktorych nie bylismy w stanie zdefiniowac. Wiekszosc glownych bostw hinduskich jest latwo rozpoznawalnych, ale niektore wygladaja prawie identycznie. Coz... jeszcze wszystkiego nie wiemy;)
Ponadto dosyc wpadamy w kompleksy, ze prawie nic nie wiemy o sikhizmie. Bedac w Amritsarze, to troche obciach, ale obiecalismy sobie to zmienic, chociaz po przyjezdzie.
Bardzo ciekawa wyprawa bylo dojechanie do granicy pakistanskiej do Attari (nie mylic z Atari;). Niektore atrakcje byly oczywiste, np. stojace na granicy ciezarowki pakistanskie, ktore niezaprzeczalnie sa najlepiej przystrojone na swiecie (indyjskie sa niestety ich przecietna konkurencja, chodz w Polsce na pewno by robily furore). Inne dopiero odkrylismy. Granica bardzo BARDZO szczelnie strzezona ( z reszta to jedyna regularnie otwarta granica pakistansko-indyjska z tego co nam wiadomo). Nawet zeby podejsc do stefy przygranicznej jest absolutny zakaz wchodzenia z plecakiem (jakimkolwiek, nawet ze zwykla siatka). Potem szczegolowa rewizja, potem jeszcze jedna, a do strefy VIP pod sama granica, jeszcze jedna. Generalnie granica jest przystrojona i kolorowa. Po obu stronach bramy sa... amfiteatry (calkiem spore) na krotych zbieraja sie dane narody. Wykrzykuja hasla przez megafon typu HINDUSTAAAN! (w tym samym czasie PAKISTAAAN!) machaja flagami a w tym czasie jest zmiana warty i przemarsz zolnierzy z obu stron. Wszystko odbywa sie w goracej atmosferze, aczkolwiek ze wzgledu na Ramadan po stronie pakistanskiej bylo dosc ubogo. Uroczystosc trwa ok. 40 min i naprawde robi niezle wrazenie.
Jutro jedziemy z rana do New Delhi, tym samym zataczajac kolo w naszej podrozy, ktora od New Delhi zaczelismy. Po dwoch dniach jednak jedziemy juz do Vrindawan, kolejnego swietego miejsca po Amritsarze w Indiach, tym razem miejsca w ktorym Krishna zszedl na swiat...
poniedziałek, 15 września 2008
Amritsar
Po 8 godzinach jazdy dotalismy. Amritsar, jak mozna bylo sie spodziewac jako miasto nic ciekawego nie reprezentuje oprocz poteznego gwaru, duchoty i lepkiego powietrza. Za to Zlota Swiatynia miazdzy atrakcyjnoscia pozostale obiekty sakralne jakie widzielismy wczesniej. Atmosfera piekna, mnostwo pielgrzymow, klimat medytacji i modlitwy. Polecam wszystkim! Lece na zachod slonca do swiatyni...
niedziela, 14 września 2008
Ostatnie godziny w gorach
Dzisiaj ostatni dzien w McLeod Ganj. Koniec wysokich gor dla naszej podrozy. Niestety warunki pogodowe nie daly nam mozliwosci zrealizowania planow do konca, ale trzeba miec powod do powrotu, prawda? Jutro rano wyjezdzamy do Pundzabu. Do zobaczenia na nizinach!
sobota, 13 września 2008
troszke o przyrodzie
piątek, 12 września 2008
Pare fotek zaleglych
Uf... sporo tych postow dzisiaj, ale trzeba nadrobic zaleglosci;)
Po lewej, ekipa chodnikowa w Manali. jest to dosc typowy obrazek, gdyz chodnik a tym bardziej kraweznik spelnia funkcje lawki. (w sumie nierozumiem dlaczego sa lawki w Europie, ludzi martwia sie, ze sobie spodnie pobrudza czy co?!)
Po prawej ZIELONA roslinnosc Manali. Jak juz wspominalem Manali jest dosc orginalnym miejscem. Zdjecie zrobione 20 m od dworca autobusowego (zreszta obok namiotow mieszkajacych Hindusow-nomadow).
Z drobnych rzeczy jeszcze slow kilka
Zapomnialem dopisac... w samym centrum McLeod Ganj jest reklama Okocim Palone:) Nasi sa wszedzie!
No nic, idziemy poszukac malych 1.dniowych tras do polazenia po okolicach na jutro i obskoczymy pare gomp dzisiaj. Idziemy tez do glownego kompleksu swiatynnego Dalajlamy i Tybetanczykow. Troszke przerazajace, ze kultura, historia i zycie ludu, ktorego poczatki siegaja 8 tysiecy lat temu, a powierzchnia wynosi 2,5 mln km2 (ponad 25% powierzchni Chin), zostala zmiazdzona do jednego malego miasteczka.
No nic, idziemy poszukac malych 1.dniowych tras do polazenia po okolicach na jutro i obskoczymy pare gomp dzisiaj. Idziemy tez do glownego kompleksu swiatynnego Dalajlamy i Tybetanczykow. Troszke przerazajace, ze kultura, historia i zycie ludu, ktorego poczatki siegaja 8 tysiecy lat temu, a powierzchnia wynosi 2,5 mln km2 (ponad 25% powierzchni Chin), zostala zmiazdzona do jednego malego miasteczka.
Zdjecia
Zmienilem program do zgrywania zdjec na serwer i galeria na traveler01.yoyo.pl powinna chodzic prawidlowo w 100%, aczkolwiek jak to w Indiach, pewnosci miec nie moge;)
P.S. dziekuje wszytystkim za zyczenia urodzinowe i imieninowe!
P.S. dziekuje wszytystkim za zyczenia urodzinowe i imieninowe!
Luzne mysli z podrozy
Ostatnio mamy sporo wolnego czasu i bierze nas (oprocz relaksu rzecz jasna:) na przemyslenia.
Tak sobie patrze tutaj na to wszystko i nie sposob zaczac zastanawiac sie jak ten kraj funkcjonuje.
Idac przez ulice zaczepiaja dzieciaki proszac o pieniadze, robiac mine bolu nr 3 albo 18 wycwiczona od zawsze, liczac na Twoje glebokie wspolczucie i kilka rupii (przy uciekaniu od dziecka trzeba uwazac, zeby nie wpasc na tredowatego jezdzacego na malym wozeczku po ulicy 2 metry dalej), obok pies odrapany i zmeczony po nocy (psy w dzien w wiekszosci spia, za to po zmierzchu slychac potezne bandy i odglosy dantejskich scen jakie sie w okolicach odbywaja) wymiotuje na ulice (zreszta ludzie niedaleko tez), krowy szwedaja sie w amoku robiac kupy gdzie popadnie (nawet na cmentarzach), osly co ciekawe, w wiekszosci stoja w miejscu (wyjatkowo uparte w swoim postanowieniu), ulicami plyna rzeki albo drogi plyna rzeka (trudno stwierdzic czasami) i taka tu codziennosc.
Z ciekawych rzeczy wczoraj odwiedzilismy dwa dziwne punkty. Jeden to dom starcow. Byl przepelniony zgrajami i calymi klanami malp ktore na dziedzincu odbywaly bitwy w odleglosci kilku metrow od starszych "wypoczywajacych" ludzi. Robilo dosyc niebezpieczne wrazenie, zwlaszcza ze niektore malpy wygladaly jak po wyjsciu z kryminalu (pociete twarze, futro).
Z drugiej strony, bylismy zobaczyc stary kosciol anglikanski pomiedzy Dharamshala a McLeod Ganj. Typowy brytyjski styl, tylko zapuszczony strasznie. Chcielismy zobaczyc, czy mimo wszystko sa msze w niedziele, ale wszystko bylo pozamykane. W koncu, przyszedl jakis stroz, ktory zaczal kombinowac cos przy drzwaich i kategorycznie dal do zrozumienia zebysmy sie oddalili na chwile. okazalo sie, ze w kosciele jako stroz nr 2 byl ujadajacy pies, jak zwykle poszarpany, agresyny, tym razem z objawami wscieklizny. tylko przez moment spojzalem mu w oczy i pozniej NAPRAWDE nie mialem ochoty. Pies byl na lancuchu grubosci reki i mial zalozone 4 kludki na szyi. Okazalo sie, ze stroz wyszedl z nim "na spacer". W okolicy jest pieknie polozony cmentarz zolnierzy angielskich z przelomu XIX i XX wieku. Porobilismy troche fotek i poszlismy do McLeod Ganj.
Ale nie to jest najciekawsze z atmosfery tutaj. Mysle, ze ciekawsze jest to, ze caly spektakl odbywa sie tutaj przy swiecacym sloncu, usmiechnietych Hindusach i spokojnych, zawsze wesolo wygladajacych (zgodnie stwierdzilismy ze maja dobre i pozytywne Feng Shui) mnichach buddyjskich. Atmosfera miasta jest pelna energii i radosci dookola. I to jest w tym wg mnie najciekawsze, ze codziennosc buduje sie na pozytywnym mysleniu.
Co rownie wazne, cenimy sobie kraj za to, ze tu nic nie jest ukrywane, wszystko dzieje sie na oczach przechodnia (chodzacego po ulicy, bo chodnik sluzy zeby na nim usiasc, pogadac, pohandlowac). Dzieki temu, cokolwiek sie dzieje, wszyscy to widza. Mysle, ze z tego punktu widzenia w Europie jest sporo do zrobienia- w zakresie kontaktu miedzy ludzmi. Dlaczego w krajach rozwinietych regola jest ze ludzie majac spokojniejsze zycie, dostatniejsze sa mniej szczesliwi, a co gorsza sa dalej od siebie(choc wystarczy do kogos podjechac, albo zadzwonic, a nie isc piechata kilka godzin)?
No nic... to tak z przemyslen na temat rzeczywistosci;) Chcialem po prostu napisac, ze nam sie tutaj podoba i poki co jestesmy naprawde zadowoleni z wyjazdu!Polecam wszystkim!
Tak sobie patrze tutaj na to wszystko i nie sposob zaczac zastanawiac sie jak ten kraj funkcjonuje.
Idac przez ulice zaczepiaja dzieciaki proszac o pieniadze, robiac mine bolu nr 3 albo 18 wycwiczona od zawsze, liczac na Twoje glebokie wspolczucie i kilka rupii (przy uciekaniu od dziecka trzeba uwazac, zeby nie wpasc na tredowatego jezdzacego na malym wozeczku po ulicy 2 metry dalej), obok pies odrapany i zmeczony po nocy (psy w dzien w wiekszosci spia, za to po zmierzchu slychac potezne bandy i odglosy dantejskich scen jakie sie w okolicach odbywaja) wymiotuje na ulice (zreszta ludzie niedaleko tez), krowy szwedaja sie w amoku robiac kupy gdzie popadnie (nawet na cmentarzach), osly co ciekawe, w wiekszosci stoja w miejscu (wyjatkowo uparte w swoim postanowieniu), ulicami plyna rzeki albo drogi plyna rzeka (trudno stwierdzic czasami) i taka tu codziennosc.
Z ciekawych rzeczy wczoraj odwiedzilismy dwa dziwne punkty. Jeden to dom starcow. Byl przepelniony zgrajami i calymi klanami malp ktore na dziedzincu odbywaly bitwy w odleglosci kilku metrow od starszych "wypoczywajacych" ludzi. Robilo dosyc niebezpieczne wrazenie, zwlaszcza ze niektore malpy wygladaly jak po wyjsciu z kryminalu (pociete twarze, futro).
Z drugiej strony, bylismy zobaczyc stary kosciol anglikanski pomiedzy Dharamshala a McLeod Ganj. Typowy brytyjski styl, tylko zapuszczony strasznie. Chcielismy zobaczyc, czy mimo wszystko sa msze w niedziele, ale wszystko bylo pozamykane. W koncu, przyszedl jakis stroz, ktory zaczal kombinowac cos przy drzwaich i kategorycznie dal do zrozumienia zebysmy sie oddalili na chwile. okazalo sie, ze w kosciele jako stroz nr 2 byl ujadajacy pies, jak zwykle poszarpany, agresyny, tym razem z objawami wscieklizny. tylko przez moment spojzalem mu w oczy i pozniej NAPRAWDE nie mialem ochoty. Pies byl na lancuchu grubosci reki i mial zalozone 4 kludki na szyi. Okazalo sie, ze stroz wyszedl z nim "na spacer". W okolicy jest pieknie polozony cmentarz zolnierzy angielskich z przelomu XIX i XX wieku. Porobilismy troche fotek i poszlismy do McLeod Ganj.
Ale nie to jest najciekawsze z atmosfery tutaj. Mysle, ze ciekawsze jest to, ze caly spektakl odbywa sie tutaj przy swiecacym sloncu, usmiechnietych Hindusach i spokojnych, zawsze wesolo wygladajacych (zgodnie stwierdzilismy ze maja dobre i pozytywne Feng Shui) mnichach buddyjskich. Atmosfera miasta jest pelna energii i radosci dookola. I to jest w tym wg mnie najciekawsze, ze codziennosc buduje sie na pozytywnym mysleniu.
Co rownie wazne, cenimy sobie kraj za to, ze tu nic nie jest ukrywane, wszystko dzieje sie na oczach przechodnia (chodzacego po ulicy, bo chodnik sluzy zeby na nim usiasc, pogadac, pohandlowac). Dzieki temu, cokolwiek sie dzieje, wszyscy to widza. Mysle, ze z tego punktu widzenia w Europie jest sporo do zrobienia- w zakresie kontaktu miedzy ludzmi. Dlaczego w krajach rozwinietych regola jest ze ludzie majac spokojniejsze zycie, dostatniejsze sa mniej szczesliwi, a co gorsza sa dalej od siebie(choc wystarczy do kogos podjechac, albo zadzwonic, a nie isc piechata kilka godzin)?
No nic... to tak z przemyslen na temat rzeczywistosci;) Chcialem po prostu napisac, ze nam sie tutaj podoba i poki co jestesmy naprawde zadowoleni z wyjazdu!Polecam wszystkim!
środa, 10 września 2008
McLeod Ganj
Dotarlismy bez problemow. 2 godziny po nas przyjechal Dalajlama ze szpitala w Mumbaiu. Piekna swiatynia, mnostwo mnichow na wygnaniu. Coz... wszystkie pamiatki nawiazuja do Tybetu i chyba nic dziwnego. Lece na obiad:)
wtorek, 9 września 2008
Darmshala
Coz... po 2 dniach odpoczynku jedziemy dzis do Darmshali. W Manali przez 2 dni zrobilismy 3 zdjecia;) Coz... niewiele mozna oczekiwac po miejscu, ktore ma 2 male swiatynie i sterte blaszakow. Za to tanio, wszystko blisko, pranie zrobione, wyspani na zapas i taki byl zamiar. Dziekuje wszystkim za wiadomosci! Krzepiace:)
poniedziałek, 8 września 2008
Zdjecia
Jesli chodzi o zdjecia, to pojawily sie pierwsze na www.traveler01.yoyo.pl w zakladce Ladakh. Niestety, sa problemy z polaczeniem sie z serwerem i nie wszystkie sa dostepne. Pozdrawiam wszystkich:)
Droga Leh - Manali
Droga przebiegla dosyc gladko. 480 km w 2 doby, to jest wynik! Na szczesci byl nocleg i wszystko odbylo sie w bardzo dobrych warunkach (prawie kazdy mial nawet gdzie siedziec!). Ponadto jak to 2 doby w autobusie, wiekszosc zdazyla sie poznac i jakos skomunikowac, aczkolwiek jezykow w autobusie bylo pewnie kilkanascie, w tym polowa to miejscowych:) Jestesmy juz w Manali. To dosyc dziwne miejsce. Miasto, rozbudowane przez Brytyjczykow jako kurort przyciaga mieszkancow Indii na podroze poslubne i wszystkich co chca polazic po gorach.
Europejczycy maja osobne miejsce, Old Manali, gdzie przesiaduja odpoczac i poczuc hipisowski klimat (wszedzie rosna chaszcze i pola maryhy, klimat i warunki sprawily, ze nikt tu im nie musi pomagac:), za to jest naprawde spokojnie i przyjemnie. Posiedzimy tutaj ze 2 dni sie ogarnac, zrobic pranie i odpoczac po suchym i upalnym Ladakhu.
Pozegnanie z Kaszmirem
I stalo sie, wyjechalismy z Kaszmiru, zmeczeni suchota, ale za to zachwyceni ludnoscia. Kazde pieniadze moznaby oddac, zeby tych ludzi poznac, porozmawiac, chociaz troche zrozumiec. Co wazne, dzieki podrozy nigdy dla nas juz nie bedzie to jeden region, a bardziej zlepek roznych kultur, ktore spotkaly sie w jednym, tak trudnym geopolitycznie miejscu. Coz... jedziemy dalej!
piątek, 5 września 2008
Stok Kangri
Wrocilismy ze Stok Kangri. Wyprawa zakonczyla sie pelnym sukcesem, obaj wrocilismy zdrowi i cali. Na sam szczy od tygodnia nie udalo sie nikmu wejsc, bo pogoda sie zepsula. Udalo nam sie dotrzec na Base Camp 1 na 5300 (wdzieki swietnej aklimatyzacji w jeden dzien z 3600 w 7h!). Tam jednak bylo bardzo zimno i po 2 dniach czekania na lepsze warunki zeszlismy do miasta.
Generalnie rozmawialismy z szerpem i tez zawrocil jedna hiszpanska ekspedycje, ze wzgledu na duze opady sniegu, ktore zasypaly szalaki, i co gorsza, szczeliny na lodowcu. Jak ktos ogladal "Czekajac na Joe", to wie doskonale czym to grozi. Czlowiek moze wpasc na wiecznosc w objecia Morfeusza. Takze my ze spokojem pogapilismy sie na zdjecia w porfelach jakie wozimy ze soba, potem na siebie (stwierdzilismy ze mamy ZDECYDOWANIE zbyt duzo do stracenia), a potem piekne szczyty (ze Stoku Kangri jest widok na caly lancuch gor Karakorum-nam nie pisany tym razem). Jesli chodzi o spreza*(definicja na koncu posta) to byl bardzo konkretny i jestesmy z siebie zadowoleni.
Ponadto udalo nam sie zlapac w drodze do Leh stopa w autobusie szkolnym z dzieciakami wgapionymi w dwoch kosmitow blond i rudowlosego;) Super klimat, a w dodatku bezpiecznie i ze spokojem.
Jesli chodzi o festiwal to nie bralismy udzialu zbytczynnie, ale udalo sie zrobic kilka dobrych fotek miejscowym.Generalnie glownie sa koncrty i mecze polo:)
Jutro wybieramy sie do Manali a pozniej do Darmshala i McLeod Ganj (dla niewtajemniczonych-siedziba Dalajlamy).
SPREZ (z e jak w w lowie sprzet i z jak w zaba)- wg najbardziej wyszukanych definicji, tworzonych latami przez naukowcow, himalaistow, ludzi kultury i nauki, inteligencji i wyksztalciuchow jest to wykladnik checi pojscia w gory a dostawaniem w dupe:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)